Tak sobie mysle…

Czy w dzisejszych czasach wiernosc jest mozliwa? Wiernosc sobie, swoim zasadom partnerowi? Czy mamy wystarczajaco duzo sily by walczyc? Czy wolimy sie poddac i podazac za tlumem bo tak latwiej?

Duzo pytan i jak narazie malo odpowiedzi.

Ostatnio w internecie widzialam dwojke staruszkow, swietujacych ktoras z rzedu okragla rocznice. Zapytani jak udalo im sie przetrwac wszystkie te lata razem, odpowiedzieli, ze w ich czasach rzeczy sie naprawialo a nie wyrzucalo i kupowalo nowe. Sprytne.

Tylko czy my tak chcemy i potrafimy?

Najpierw przestajemy rozmawiac, potem mijamy sie w drzwiach. Przestajemy sie starac, zaskakiwac. Po czym pojawia sie iskierka w postaci czyjegos zainteresowania i jestesmy w stanie poswiecic wszystko, byleby poczuc sie podobnie jak na poczatku. Nie staramy sie zgodnie za rada wspomnianych strauszkow naprawic tego, co szwankuje. Dlaczego? Moze dlatego, ze w dobie konsumpcjonizmu latwiej jest wyrzucic, zamienic, niz zawalczyc o to, w co jeszcze chwile  temu wierzylismy.

Czy dlatego w dzisiejszych czasach polowa zwiazkow sie rozpada, przyjaznie nie potrafia przetrwac proby czasu? Czy dlatego schroniska sa pelne smutnych oczu porzuconych psiakow, przez wlascicieli, ktorzy sie nimi znudzili?

Nie wiem.

Advertisements
Posted in Uncategorized | Leave a comment

Pieczony falafel


Ciecierzycę (zwaną potocznie grochem włoskim lub cieciorką) uwielbiam pod każdą postacią.

Na dzisiejszy obiad postanowilam przygotowac falafel – kotleciki z ciecierzycy bardzo popularne w kuchni arabskiej. Tradycyjnie falafel smażony jest w głębokim tłuszczu, a ze staram sie unikac smazenia – upiekłam go w piekarniku 🙂

Składniki:

  • 500 g ciecierzycy (ja uzylam z puszki – zagapilam sie i nie namoczylam cieciorki wczoraj :/)
  • 2 pęczki natki pietruszki
  • 2 łyżki mielonego kminu rzymskiego
  • 2 łyżki mielonej kolendry
  • 1 średnia cebula
  • kilka ząbków czosnku
  • sól, pieprz, chili
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • dodatkowo dodalam garsc posiekanej swiezutkiej miety dla zapaszku – zobaczymy co z tego wyjdzie 🙂 jak narazie placuszki sa bardzoooooo zielone !!!

    Po wymieszaniu skladnikow zmiksowałam wszystko na dobrze utartą masę w blenderze.  Następnie uformowałam małe placuszki i rozłożyłam na wyłożonej pergaminem blaszce. Zapiekałam w temperaturze 180-200 stopni przez około 30-40 minut. W połowie pieczenia obróciłam falafel na drugą stronę.
    Falafel najlepiej smakuje zaraz po upieczeniu, bo wtedy jest jeszcze wilgotny. Z czasem może stać  się suchy, więc nie warto robić dużych zapasów. Mozna go podawac z ryzem, salatka, sosem z pasty tahini, badz z moim ulubionym gestym jogurtem naturalnym doprawionym czosnkiem 🙂
    Jeszcze tylko godzinka na silowni i bedziemy zajadac pyszny zdrowy niedzileny obiadek.
    Smacznego!!!!!
Posted in Uncategorized | Leave a comment

Ciasteczka owsiane w ramach programu naprawczego

Zaczęłam wdrażać moje postanowienia z ubiegłego tygodnia:

lepiej się odżywiać. Tylko jak zrezygnować ze słodkości, które pochłaniam od trzech tygodni z taka pasja?!
Postanowiłam umilić sobie życie zdrowa słodyczą: ciasteczkami domowej roboty z płatków owsianych w ramach zasady wiem co jem.

Przepis:

  • 2,5 szklanki płatków owsianych górskich
  • 1 szklanka maki pełnoziarnistej
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • woda “na oko” – tak by ciasto się połączyło
  • cynamon (opcjonalnie – ja ostatnio dodaje do wszystkiego do czego mogę)
  • bakalie – tu na zdjęciu z migdałami i suszonymi brzoskwiniami

*nie dodawałam żadnego tłuszczu typu masło olej, żeby były mniej kaloryczne – zastąpiłam je woda.

Ciasteczka wyszły całkiem dobre – i słodziutkie – w sam raz by zastąpić inne słodycze 🙂

Smacznego 🙂 

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Program naprawczy czas zaczac…

Wstajemy rano kazdego dnia i w biegu wykonujemy wszystkie czynnosci pojac sie kawa, ktora daje nam falszywe poczucie gotowosci do rozpoczecia dnia. Po kawie biegiem do pracy, wykonujemy swoje obowiazki z mniejsza badz wieksza satysfakcja. Wracamy do domu wieczorem wyzeci jak gabki, bez najmniejszej ochoty na jakakolwiek aktywnosc fizyczna. Jemy cokolwiek, siadamy na kanapie przed telewizorem badz czytamy kilka stron ksiazki przed pojsciem spac… i tak mija nam tydzien.

Czy tak to powinno wygladac? Gdzie czas „na siebie”?  Nie macie wrazenia poczucia pustki po takim tygodniu?

Do tej pory udawalo mi sie wstawac odpowiednio wczesnie by znalezc czas dla siebie – troche jogi, medytacji, poranne wiadomosci, poszwedanie sie po cichym domu, pooddychanie chwilke w ogrodku o wschodzie slonca.  Ale od jakich trzech tygodni nie zrobilam nic by czuc sie dobrze jak wczesniej.

Joga? Po co skoro mozna pospac dluzej.. Medytacja, nie… za duzo mysli klebi mi sie w glowie. Zdrowa zywnosc? Zapomnij, czekolada jest taka pyszna, te ciastka, nalesniki z nutella..ehhh ..

Jednak wczoraj zdalam sobie sprawe, ze tak byc nie moze i  zaczelam wprowadzac male zmiany, by znow czuc sie jak przed kilkoma tygodniami.

Rozpoczelam „Program naprawczy”.  Oto postanowilam:

  1. Klasc sie wczesniej i wczesniej wstawac by zyskac godzinke na to, co sprawia mi radosc: joga, medytacja.
  2. Codziennie sprawic sobie jedna, mala przyjemnosc,np. moze to byc slodycz, ulubiona piosenka przeskakana przed lustrem, powolny spacer z psami, czytanie tego co sprawia mi przyjemnosc.
  3. Praktyka wdziecznosci: codziennie przed snem wypisze 3 rzeczy za ktore jestem wdzieczna (rano je przeczytam).
  4. Rano po przebudzeniu poprzeciagam sie przez piec minut i ustale cele na na nowy dzien. Nie musza byc wielkie, np. naucze sie trzech nowych slowek w jezyku, na ktory tego dnia bede miala ochote (wybor mam spory).
  5. Codziennie powiem komus cos milego.
  6. Bede dobra dla siebie.
  7. Bede sie starala zdrowo odzywiac i nie bede sie czula winna jak raz na jakis czas pozwole sobie na czekolodawe szalenstwo
  8. Bede przebywala w towarzystwie ludzi, ktorych lubie i ktorzy mnie nie mecza !
  9. Postaram sie czesciej usmiechac 🙂
Posted in Uncategorized | Leave a comment

Czy chomikowanie nas uszczesliwia???

Wlasnie obejrzlam krotkie video na youtube.  Facet, Ted, siedzacy na kartonie zastanawia sie co w nim jest. Przeprowadzal sie z nim kilkakrotnie nie zagladajac do niego, ale majac swiadomosc, ze musi go zabrac ze soba, bo znajduja sie w nim potrzebne rzeczy.

O ironio jestem tym facetem…. czy zastanawialiscie sie ile moglibyscie oszczedzic przestrzeni pozbywajac sie rzeczy pozornie potrzebnych? Ile nerwow oszczedzilibyscie na szukanie posrod tego calego balaganu? Ile ciuchow mozna by oddac naprawde potrzebujacym bez odkladania ich na pozniej do czasu kiedy:  moda powroci, schudne, przytyje, urosne, skurcze sie, plus tysiac innych wymowek niepozwalajacych wam pozbyc sie rzeczy zagracajacych piwnice, strych, dno szafy. Ile kasy zaoszczedzilibyscie gdybyscie kupowali tylko rzeczy naprawde niezbedne?  Ja mialabym juz pewnie mala fortune

Ale co kupione jest i nie da sie tego zmienic, chyba ze…. zrobimy z tym porzadek i postanowimy w przyszlosci lepiej planowac zakupy! Dlatego tez kierowana wewnetrzna potrzeba zmian, postanowilam w sobote zorganizowac akcje pt.  ODGRACANIE

Postanowienia:

Spakowanie i oddanie ubran, w ktorych nie chodze, albo zamierzam chodzic w odleglej przyszlosci (czyli nigdy, badzmy szczerzy).

Posegregowanie ksiazek, magazynow, plyt  (potrzebna mi polka na ksiazki! Lezac w widocznym miejscu bede widziala, ze mam co czytac i nie potrzebne mi sa nowe pozycje, dopoki nie skoncze starych  ).

Wywalenie starych: ladowarek, akumulatorkow od nie wiadomo czego, walkie talkie (skad to sie w ogole wzielo w domu??), kabelkow, drucikow i innych torebeczek z wyjazdow…

Uffff i  narazie wystarczy, jestem z gatunku chomikow, dlatego tez musze dojrzec do kontynuowania procesu „oczyszczania” aury.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

„Latwo byc trudnym, trudniej byc latwym”.

„Latwo byc trudnym, trudniej byc latwym”.  Zdanie to przeczytalam w niedzielne popoludnie w ksiazce „Projekt szczescie” Gretchen Rubin i od tamtej pory sie nad nimi zastanawiam. Czy rzeczywiscie bycie trudnym jest latwiejsze? Czy mamy prawo za swoje porazki obwiniac kogos innego? W koncu jestesmy wolnymi ludzmi, podejmujacymi swiadome decyzje i nikt nikogo do niczego nie zmusza… dlaczego wiec wciaz to robimy? Czy wyladowujac sie na kims innym czujemy sie lepiej? Czy ciagle narzekanie pomaga nam poczuc sie lepiej? Mi nie. Zwykle potem mam cholerne poczucie winy i wstydu, ze znow dalam przechytrzyc sie chandrze. A jak jest z Wami?

Lubie obserwowac i analizowac ludzkie zachowania.  W miejscu, w ktorym obecnie mieszkam (Tunezja) zaobserwowalam ciekawe zjawisko.  Wysyp „Narzekaczy”. Czy naprawde ludzie sa takimi ponurakami, czy takimi sie otaczam? Kurcze, nikt nie mowi, ze jest latwo. W szczegolnosci nam expatom brakuje tu wielu „niezbednych” do zycia produktow, mi np. powidel sliwkowych czy platkow owsianych gorskich (rzecz niezbedna na obczyznie:)).  Ale przezyc kazdy dzien bez usmiechu na twarzy to juz przegiecie.
Przyklad z pracy: Narzekacze zbijaja sie w klany narzekajace. Ich glownym celem jest biadolenie. W pracy, zaczynaja od porannej kawy, gdzie przez pol godziny uzalaja sie nad soba psujac przy tym humor wspoltowarzyszy, ktorzy chcac dopasowac sie do reszty, wpadaja w sidla czarnego humoru.  Z racji tego, ze Narzekaczem jest naczelny stada, wiekszosc sie dostosowuje. Przez pewien czas ja tez bylam wspoltowarzyszem tej szopki. Kazda proba zagajenia, konczyla sie sromotna porazka. Gromiacy wzrok Narzekacza mowil: z czego Ty sie cieszysz, przeciez nie masz powodow (wg. nich nie mialam)… No i co robic? Zeby nie odstawac od reszty, trzeba bylo schowac usmiech w kieszen i zanuzyc sie w rozpaczy. Brrrr.

Latwo byc trudnym. Od trudnego mniej sie wymaga, bo sprawia wrazenie wymagajacego. Taki powazny, wiec musi duzo wiedziec, na pewno wiele przeszedl. Co taki wesolek moze wiedziec o prawdziwym zyciu?

Usmiechnieci ludzie sprawiaja wrazenie malo dojrzalych, naiwnych. Sa ignorowani przez Narzekaczy. W koncu nie maja powodow by byc szczesliwymi, wiec dlaczego sie usmiechaja. Musza byc chyba glupi. Biedni nieswiadomi niczego, durnie.

Oj nielatwo byc Latwym.. ale postanowilam probowac dalej  

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Pogon za marzeniami

“… w nastepnym tygodniu skonczy trzydziesci cztery lata, wlasnie tu, w Nana’s Kitchen. Nie jest mezatka, choc rok temu myslala, ze bedzie. Nie ma dziecka, nie zaszla w ciaze, choc brala to pod uwage. Nie ma faceta na stale, ale jest dokladnie tu, gdzie chce byc ”
Toskanska Trattoria, Jenny Nelson.

 Dawno powiesc nie zmobilizowala mnie do dzialania tak,  jak “Toskanska trattoria”, ktora doslownie przed godzina skonczylam czytac. Dlaczego wlasnie ta ksiazka, wydawac by sie moglo jedna z milionow podobnych do siebie ksiazek, zalewajacych rynek, tak mnie poruszyla? Nie tylko dlatego, ze lubie happy endy… Czesto, przez wzglad na wygode, brak odwagi, pomyslu na siebie, tkwimy w sytuacjach, ktore pozornie sprawiaja, ze czujemy sie szczesliwi. Gubimy sie w spelnianiu cudzych marzen, zapominajac o NAS,  naszych pragnieniach, ambicjach, tym co sprawia, ze czujemy sie poprostu dobrze. Ze soba, z ludzmi, w codziennym zyciu.

Autorka w swojej ksiazce opisuje historie mlodej szefowej kuchni w znanej restauracji. Dziewczyna jest mloda, pozornie wszystko jest tak jak byc powinno: praca, narzeczony, stabilna sytuacja. Kiedy to wszystko traci, nie moze sie odnalezc by po niedlugim czasie przewartosciowac swe oczekiwania i odkryc, ze to pozorne szczescie, ktorym zyla przez kilka lat, nie bylo tak naprawde tym, czego chciala. Podniosla sie i zawalczyla o swoje marzenia udowadniajac, ze gdy sie czegos naprawde pragnie, widzi sie to oczyma wyobrazni, to nic nie stoi na przeszkodzie by to osiagnac. Od dluzszgo czasu szukalam inspiracji i nie spodziewalam sie znalezc jej w powiesci… czekam na kolejna powiesc autorki a tymczasem ide robic to co lubie JA 😉

Posted in Uncategorized | Leave a comment