Tydzien postu

10144_522392024469371_1486774752_n
W zeszlym tygodniu wrocilismy z czterodniowego seminarium Tonego Robbinsa poswieconego szukaniu mocy w sobie. Tytul moze wydawac sie dziwny, ale uwierzcie badz nie, warto bylo siedziec w 5cio tysiecznym tlumie i sluchac co Tony mial nam do przekazania (chetnym moge polecic jego ksiazke “Obudz w sobie olbrzyma”). 
Ale nie o calosci seminarium chcialam napisac, tylko o jednym punkcie, ktory wlasnie wdrazamy w zycie.

Ostatniego dnia mowilismy o zdrowiu wspolczesnego czlowieka. Jakim szkodliwym wplywom ze strony srodowiska jestesmy ciagle poddawani. Ile substancji trujacych przeplywa przez nasze cialo, jaka walke nasz organizm musi z nimi staczac. Ogladanie i sluchanie nie nalezalo do przyjemnosci (szczegolnie filmiki o produkcji miesa). Na koniec dnia zostalo nam rzucone wyzwanie – 10cio dniowy detoks polegajacy na wyeliminowaniu wszystkich produktow zakwaszajacych organizm z codziennej diety i zastapieniu ich zasadowymi. Chodzi o przywrocenie naturalnego Ph naszego organizmu.

Latwo powiedziec trudniej zrobic… Ale podjelismy rekawice – dzis dzien siodmy.
Czego musielismy sie pozbyc? Kawy, herbaty, alkoholu, miesa, cukru, nadmiaru soli, bialej maki i nabialu. Co nam zostalo??? Warzywa, orzechy, nasiona, owoce w ilosci limitowanej, dziki ryz, niektore kasze – gryczana czy quinoa (wlasnie przeze mnie odkryta). Niewiele… a jednak

Nie bede ukrywac latwo nie jest, ale dzieki takim ograniczeniom czlowiek odkrywa mase nowinek, o ktorych wczesniej nie mial zielonego pojecia Np. Ja, lasuch nad lasuchami – moge zyc bez wszystkiego, ale nie bez cukru! Trzeba bylo go czyms zastapic – rozwiazaniem okazaly sie daktyle. Mozna nimi slodzic doslownie wszystko. Nadaja sie nawet do ciast. Ale jak zrobic ciasto bez maki, mleka i jajek? Da sie i jest przepyszne – nawet moj malzon sie zakochal – a wybredny z niego osobnik. Polecam sprobowac – ciasto jest genialne I calkiem vege – banoffee: http://deliciouslyella.com/2012/12/18/raw-banoffee-pie-vegan-gluten-free-dairy-free/. Mleko tez udalo mi sie zastapic – domowej roboty mlekiem migdalowym. Tylko zoltego sera mi brak… ale w ciagu tych 10 dni jest jeden wieczor, w trakcie ktorego wolno nam jesc wszystko na co tylko mamy ochote- wieczor nr 7. Czy dotrwalismy – nie. Wstyd sie przyznac, ale postanowilismy nagrodzic sie wieczoru numer 6 i wybralismy sie na kolacje.

Kolacja: W zyciu mi tak jedzenie nie smakowalo!!! Dawno juz nie jadlam z takim apetytem, a moje kubki smakowe nie doznawaly tak wielu wrazen 😉 Caly wieczor nawet raz nie przyszlo mi do glowy by zerknac na iphona – co ostatnio stanowi nie lada wyzwanie. Zauwazylam tez, ze od niepamietnych czasow nie patrzylam na talerz bo moje oczy w trakcie jedzenia byly utkwione w monitorze komputera, ksiazce, gazecie czy telefonie. Tym razem bylo inaczej!

Dzis wrocilismy do wyzwania z wieksza przyjamnoscia – wiemy jak za 4 dni bedzie smakowac kolejna nagroda.
Ten 10cio dniowy post okazal sie dla nas nagroda, a nie kara jak sie spodziewalismy na poczatku

Polecam!!!

Ps. Efekty uboczne 10dniowego postu: skora wydaje sie zdrowsza, lepiej spimy w nocy jedzac lzejsze rzeczy, mamy wiecej energii w ciagu dnia (bo jestesmy wyspani), odkrylismy z 1000 pysznych przepisow na vege dania … hmmm efektow ubocznych brak!

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s